piątek, 27 czerwca 2014

11 miesiecy!!!

Hellooo,
Juz wczesniej pisalam, ze zycie au pair to wzloty i upadki, ciagle zmiany nastrojow i podejscia. W tym momencie jestem zdecydowanie na wzlocie! No bo jak mialabym nie byc, gdy zostal TYLKO 1 miesiac?! :D
Z kazdym zachodem slonca czuje, ze to juz blizej i blizej. To uczucie jest niesamowite. Ten czas to czas podsumowan, wyciagania wznioskow, porzadkowania mysli, oczyszczenia. To, co kazdy z nas potrzebuje i przezywa, gdy konczy cos, jakis etap zycia, by zaczac kolejny, lepszy.
Zostalo mi rowno 12 dni pracy, gdyz moja rodzinka w przyszlym tygodniu wyjezdza na 10 dni. To bedzie akurat czas, by powoli zaczac zegnac sie ze wszystkimi  i zapinac ostatnie guziki. Bo nie ukrywam, ze porzadki juz zrobilam i jestem gotowa by sie spakowac :D Wyslalam paczke z ciuchami zimowymi do Polski, bo nie bylo mowy bym zabrala wszystko w walizce.
Moja Kacha wprowadza sie do mnie na czas nieobecnosci rodzinki, bo konczy juz program. W przyszly weekend skacze ze spadochronem, w koncu zabukowane, wiec na pewno, OMG.
To juz dwa miesiace odkad moja mama wyjechala. Czas leci.
W te niedziele mam ostatnie zajecia, historia Ameryki :D cos co lubie najbardziej, pozdrawiam Popa. Dostaje dyplom, wysylam do agencji i czekam na bilet do Polski :) Chociaz dlugo sie nia nie naciesze, bo zaraz po tym lece do Bulgarii. Tak jakos.. bo 2 tygodnie wakacji w LA nie wystarcza :P
Ostatnio przyszly mi na mysl golabki babci, hahah, to nie jest tak, ze mysle o jedzieniu ciagle, w sensie, moze i jest, ale pomyslalam i po prostu lzy mi polecialy :D kto nie doswiadczyl, ten nie ogarnie.
Ja po prostu nie moge sobie poradzic z tym co oni tu jedza i jak to jedza. Chlebie polski gdzie jesteees.
Travel month zabukowany. Tydzien objazdowki po calym west coast, a drugi tydzien nicnierobienia na plazy w LA. Potem wracam na jedna noc do DC zabrac wszystkie rzeczy, poznac nowa au pair, ostatni czas z dzieciakami i fruu.
Z jednej strony nie moge sie doczekac, a z drugiej troche sie boje. Boje sie, ze bede miala "kaca", tak ogolnie mowiac. Wszystko bedzie takie dziwne.
Nie wiem tez jakie to bedzie uczucie bez dzieciakow. Czasem chce je wyslac w kosmos, ale to jak z mlodszym rodzenstwem, kocham je i to sa juz moje dzieci. Znam je jak nikt inny. Wiem czego potrzebuja, co lubia a czego nie, co ich zlosci, co uspokaja, rozpoznaje kiedy klamia. Wszystko.
Maly wciaz pamieta moja mame i o nia pyta. Je sniadanie i nagle: "A gdzie Iwona?" I gdy mu tlumacze, ze ja niedlugo tez wyjade, bo tesknie za Iwona i wracam do swojego domku, to on mowi: "Nie. Nie mozesz wyjechac. Ja musze byc z toba." I tylko lzy sie cisna do oczu. Ostatnio mowi: "Nie wyjezdzaj. Jak wyjedziesz, to ja ide z Toba. I bede z Toba i z Iwona." Wzial swoj kocyk, smoczki, podszedl do mojej Hostki i mowi: "Mamo, musze odejsc." Hahah slodziak :)
Moj najstarszy chlopak bardzo zle sobie radzi, gdy ludzie odchodza. Panikuje nawet, gdy hostka sie spoznia z pracy. Ostatnio podszedl do mnie ze lzami w oczach i mowi: "A jak ona juz nie wroci?" Masakra. Wydaje mi sie, ze to przez sytuacje z ojcem i tez przez to, ze co roku osoba, do ktorej zdazyl sie juz przywiazac odjezdza. Na zawsze. Ostatnio powiedzial hostce, ze czasem jak go odwoze do szkoly do on sie boi, ze juz nie wroce, nie przyjade po niego. Ze sie nie pozegnam. To jest straszne!
Ale to oficjalnie moje dzieci. Wiedza co to pyrganie, robia mi masaze i znaja piosenki Shakiry na pamiec. Moje! :)
Wlasnie siedze w starbucksie, gdyz robia nam droge przy domu i zerwali linie, zero tv, teleofnu i wifi = zero kontaktu ze swiatem. Tego wlasnie bedzie mi brakowac - wsiasc w auto z rana i pojechac z lapkiem do starbucksa, gdzie moge wypic piszna i TANIA kawe.
Chyba nawet po tym poscie mozna wyczuc, ze czuje sie lepiej :) Ostatnio ktos mi npisal komentarz, ze widac, ze ten wyjazd mi nie sluzy, zebym wracala. To nieprawda. Pisze co czuje, a nie ukrywam, ze czesto czulam sie tu zle. Bo to nie jest twoj dom i nigdy nie bedzie, niezaleznie od tego jak super masz rodzinke. Ale wszystko po cos. Ja czuje sie dojrzalsza i zaradniejsza. Wyjezdzajac tu wiedzialam, ze nie ma granic w moim swiecie. Teraz wiem, ze nie ma granic na swiecie. :)

2 komentarze:

  1. kocham Twoje posty,
    są to najprawdziwsze uczucia, myśli i piękne podsumowania!
    moje dzieci też robią mi masaże, nieobce jest także emigracyjne ssanie w żołądku na myśl o gołąbkach, bigosie i pierogach!
    miesiąc to naprawdę mało, wykorzystaj go najlepiej jak możesz!

    a jak wysyłałaś paczkę do Polski? bo ja mam zamiar drogą morską przez firmę Polamer jednak martwi mnie cło (muszę wysłać trzy ciężkie paczki)... jeśli masz sprawdzony sposób, byłabym wdzięczna za rady :)

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. dziekuje :)
    ja wysylam w polskim sklepie Kielbasa Factory. droga morska lub samolotem. wychodzi z 10kg za ok. $30

    OdpowiedzUsuń