czwartek, 29 maja 2014

10 miesiecy

Wow. To juz chyba tak bedzie, ze post bede publikowala na miesiecznice, i to co druga. Wiec pewnie kolejny bedzie juz pozegnalnym. 29. maja - 10 miesiecy.
Nie wiem co napisac. Mialam tu opisywac swoj rok w stanach, ale codziennosc pozarla ten zapal.
Skonczylam zajecia na Georgetown University. Zapisalam sie na kolejne, historia i sztuka ameryki, cos w tym stylu. Zajecia weekendowe, dwie niedziele i z glowy, 6 kredytow zrobionych, bedzie certyfikat i koordynatorka sie ucieszy :)
Na zakonczenie zajec w Georgetown mielismy super spotkanie kulinarne, kazdy ugotowal cos popularnego w kraju z ktorego pochodzi, ja oczywiscie nalepilam pierogow. Mielismy Rojanina w grupie, ktory przyniosl swoja narodowa potrawe.. vodke :D
5 tygodni z mama. To bylo mega. Niesamowite, ze mogla zobaczyc moje zycie tutaj, poznac moja host rodzine, przyjaciol, towarzyszyc mi. Wybralysmy sie do NYC i zwiedzilysmy wszystkie miasteczka w okolicy. Mialam w koncu dobre jedzenie, obiadki <3 wspolne ogladanie filmow, spacery, kawa.. to wszystko za czym tesknilam i docenilam gdy stracilam. No a potem mocny powrot do rzeczywistosci. Dzien zaloby.
A gdy ja znow zobaczylam na skype.. najdziwniejsze uczucie ever.
W miedzyczasie mialam urodziny. Dziekuje za niespodzianke, ktorej sie spodziewalam heheh. Trafione prezenty. Od host rodziny tydzien w Orlando, Disneyworld. A od rodzicow skydiving, ktory bukuje juz w tym tygodniu!
Od wyjazdu mamy minely juz 3 tygodnie, choc czuje jakby to bylo pol roku albo w ogole mi sie przysnilo. Czas z nia minal mi niesamowicie szybko.
A od tamtej pory rutyna. W tygodniu praca, weekendy glownie z Kacha i Mita.
Oduczylam mojego malego nosic pampersy, co bylo niewykonalne dla hostki (duma).
Kontakt ze starszymi dzieciorkami w porzadku, choc glownie z K., bo M. denerwuje mnie i staram sie go unikac lol.
Zla au pair :D
Teraz akurat przyjechala babcia z wizyta, takze jest ok.
Coraz czesciej uswiadamiam sobie, ze bedzie mi okropnie ciezko zostawic malego C.
Dla niego to tez bedzie duzy wstrzas. Hostka juz nie wie co zrobic i jak mu to wytlumaczyc, bo nigdy sie tak do nikogo nie przywiazal. To slodkie. I przykre.
Ale z drugiej strony jestem juz bardzo gotowa by wracac. Jestem zmeczona. I bardzo tesknie. Bardzo. Tak bardzo mega bardzo.
Oprocz tego jest teraz zapierdziel z papierami na studia i wszystko jest 3 razy trudniejsze, gdy jestes poza krajem. Musze w to angazowac rodzicow i chlopaka, ktory tez niedlugo wyjezdza i bedzie jeszcze trudniej, bo szukamy mieszkania i w ogole.. nie wiem kto to za nas zrobi.
Mam wciaz mieszane uczucia co do tego wszystkiego co sie wokol mnie dzieje. Ogolnie nie wiem co, po co i dlaczego. Jedyne co wiem, to ze kiedys nadejdzie dzien, w ktorym zrozumiem dlaczego tu przyjechalam i docenie to co tu przezylam. Na razie wydaje mi sie, ze gore biora emocje i ogromna tesknota, dlatego zyje na zasadzie: "jeszcze dwa miesiace".
Zabukowalam tez travel month. 8 dni w Los Angeles i Las Vegas i objazdowka wszystkiego na okolo oczywiscie (wielki kanion, universal studio, San Francisco etc.) i dodatkowy tydzien na nicnierobienie na plazy w LA.
13 sierpnia lot do domu, wiec podejrzewam, ze 14. bede juz calowac polska ziemie :)
Mimo jeszcze dwoch miesiecy, samych dni pracy zostalo mi tylko 25, bo rodzinka w lipcu jedzie do Ohio na dwa tygodnie, wiec wyszlo tak, ze bede miala duzo wolnego. Yaaay!
A i tak na marginesie mialam dzis stluczke. Pierwsza w zyciu. Pierwsza w Ameryce. Nie z mojej winy oczywiscie ;p bylam na parkingu i babka zaczela cofac i chyba zapomniala spojrzec w lusterko. Ehhh kocham amerykanow.
A teraz weekend. W kolejny weekend juz Floryda. Potem szkola. Potem 4 lipca i rodzinka wyjezdza. A potem dwa tygodnie pracy i zegnaaam.
Nie brzmi tak zle ;)
Pozdrawiam.