niedziela, 30 marca 2014

8 miesiecy

29 marca minelo 8 miesiecy. Wow.
Co przez ostatni czas robilam?
W sumie przez wiekszosc czasu marudzilam, plakalam i zastanawialam sie nad sensem tego wszystkiego.
A w miedzy czasie bylam w Bostonie, ktory naprawde pokochalam. Ludzie dziela sie na tych, ktorzy nienawidza nowego jorku i tych, ktorzy go kochaja. Ja z pewnoscia naleze do tych pierwszych, wiec Boston, nieco mniejszy, mniej brudny, mniej niebezpieczny wydal mi sie po prostu piekny. No i oczywiscie niewazne gdzie, wazne z kim - towarzystwo mojej kochanej Kasi sprawilo, ze ten pierwszy weekend marca byl bardzo udany.
Pozniej rutyna. Praca, szkola, praca, szkola. Ogolnie szkola spoko, ale nudno, myslalam, ze bedzie na lepszym poziomie i ze przygotuje sie tam choc w polowie do egzaminu toefla, ale niestety, wciaz nawet nie wiem jak ten egzamin wyglada. Profesor jest oczytany i smieszny, ale woli przegadac cale zajecia na temat muzyki, polityki, pogody etc, wiec od pewnego czasu ksiazka jest moim nierozlacznym towarzyszem na zajeciach, a ze ksiazka po angielsku, to tez jakas nauka jezyka, no nie? ;)
Za 4 miesiace koncze program. Wybieram sie na zapewne najlepsze wakacje w moim zyciu. A potem wracam. Wracam.
Wciaz nie mam dobrego planu na przyszlosc, te najblizsza, po powrocie. Ale wiem jedno. Juz sie nigdzie nie wybieram. Z podrozowania nie zrezygnuje, ale nie na tak dlugo i nie sama.
Wciaz nie przejdzie mi przez gardlo slowo "zaluje", ale jest ciezko bez rodziny i jest najciezej na swiecie bez mojej milosci. I tu chyba tkwi najwiekszy problem. Tesknota za Nim wyzera mnie od srodka.
Ale juz za tydzien, jeden malutki tydzien, dokladnie 7 dni bedzie tu moja mama. To uczucie jest nie do opisania. Po prostu nie wierze.
A w ten weekend jade do NYC, a potem do Kanady, Toronto. Wiec Niagara i te sprawy.
Ale tak poza tym to tu naprawde nudno ;)