niedziela, 26 stycznia 2014

To i tamto, to wszystko

Grudzien. Oj nigdy wiecej takiego grudnia. Swiatla swiatelka, muzyczka, nastroj.. wszo swiateczne. I bylo by to idealne, gdyby.. moj chlopak, grupka moich przyjaciol, siostra, rodzice, dziadkowie, siostrzenia, pies.. gdyby wszyscy byli ze mna. To bylo jedno wielkie czekanie. Czekanie na 19 grudnia. Wylot na swieta do polski. Dluga podroz, stres, nerwy, radosc, szczescie, lzy. LZY. Ciagle i bez umiaru. Zobaczenie rodzicow i siostry na lotnisku po 5 miesiacach? Nie wiem, nie wiem jak mam to nazwac. Nie moge tego z niczym porownac. Moje najdrozsze dziecko na swiecie, moja siostrzenica bez zadnych obaw przytulila sie do mnie: "ciocia Kasia przylecia z Ameryki". Moj najwiekszy strach, ze ona bedzie mialy obawy co do mnie - prysl. I lzy, lzy, lzy. Taka duza, a tyle juz mowi. I ja nie bylam tego czescia.
Teraz moge juz o tym napisac: moj chlopak nie wiedzial, ze przylatuje 19 grudnia. Moja siostra zaprosila go do siebie na pogaduszki, a gdy zapukal do drzwi, ja mu je otworzylam. NIE DO OPISANIA.
10 dni cieszenia sie tym, co jeszcze pare miesiecy temu bylo moja codziennoscia. No i JEDZENIE!
Wigilia z cala rodzina. PIEROGI I USZKA. Normalne mleko, CHLEB, prawdziwe mieso. I nic nie jest slodkie. Juz zapomnialam, ze szynka moze nie byc slodka, a i w chlebie nie ma cukru.
Najlepsze wakacje jakie mialam, i o dziwo w domu. Cudowny czas. Dziekuje wam ;*

Bylo milo, ale sie skonczylo. 30 grudnia historia powtorzyla sie z 29 lipca. Nieprzespana noc, wczesnym rankiem wyjazd do Berlina. To samo miejsce, te same lzy. Ale nie bylo az tak zle, jak to sobie wyobrazalam. Szczerze mowiac, bukujac bilet do Polski we wrzesniu, przechodzilo mi przez mysl, ze juz nie wroce do USA. Ale to by bylo niemozliwe. Ja mialabym czegos nie skonczyc? Poddac sie i uciec? Zostawic moja wspaniala rodzine w Stanach? Nie, to nie ja. JA dam rade.
No i dalam, znow tu jestem :) Pozegnanie na lotnisku, w tym samym gronie: ja, rodzice i moj chlopak, nie bylo takie straszne. Plakalam, ale caly czas sie usmiechalam. Wiedzialam gdzie lece. Znam to miejsce i ludzi, wiem co mnie czeka. A co czekalo? Sylwester w Nowym Jorku! A z kim? Z Polska! Z Asia, Joonka.
Dopiero sie pozegnalam z Polska, a po 8h znow ja przywitalam. Rzucilysmy sie na siebie i znow bylo dobrze.
Dolaczyla do nas Mita i tak oto, wciaz zyjac na walizkach, z Manhattanu na Bronx i spowrotem. Zimno, bardzo zimno. Szybki ogar i jedziemy na rooftop hotelu przy Time Square, by celebrowac nowy rok. I bylo bardzo fajnie.
I znow powtorka z wyprawy do Filadelfii - nie spalam prawie 3 doby i mdlalam juz ze zmeczenia.
Ale dalysmy rade, pojechalysmy do DC kolejnego dnia, majac jeszecze tydzien wolnego, same w domu! Swietnie spedzony czas. A potem.. znow pozegnanie.
Doceniasz wszystko bardziej, gdy tak czesto musisz sie zegnac z kims, na kim ci zalezy, kto do niedawna byl czescia twojego zycia, codziennie.
I tak potem jakos wszystko wrocilo do normalnosci. Praca, dzieci, weekendy z dziewczynami. Smiech, a potem placz. Szalenstwo, a potem tesknota.
I znow minal miesiac, kolejny miesiac. A co to oznacza? Ze za 2 dni, 29 stycznia minie polowa. Polowa juz za mna. Do konca tej przygody juz blizej niz dalej. Z jednej strony niesamowicie sie ciesze, z drugiej.. jest dziwnie.
Hostka powiedziala mi, ze w najblizszym czasie zabierze sie za szukanie kolejnej au pair. Serio? Juz? To juz zaraz bede zyla ze swiadomoscia, ze niedlugo jakas Kowalska bedzie spala w moim lozku? Ze w szafie beda jej ubrania zamiast moich?
A wiecie czemu Kowalska? Hostka chce Polki! Ale sie ucieszylam. Jestem dumna, bo to oznacza, ze wykonuje dobrze swoja robote, ze jest zadowolona, ze dobrze "reklamuje" swoj kraj heheh.
Hostka jest naprawde cudowna osoba i zyje mi sie w tym domu super. Jest otwarta na wszystko, uwielbia moje kolezanki i wciaz przesiadujemy u mnie w jej towarzystwie.
Z dzieciakami tez bez problemow.
Najwazniejsza rzecz na swiecie? MOJA MAMA DOSTALA WIZE I JUZ MA BILET DO USA!
7 kwietnia przylatuje na calutki miesiac. Miesiac w Stanach z moja mama - ME GA!
A 29 stycznia zaczynam zajecia na Georgetown University w DC. Stres, bo mam egzamin wstepny i nie wiem czego sie spodziewac. Zapisalam sie na przygotowanie do egzaminu Toefl.
No i tak jakos leci, raz lepiej, raz gorzej.. Bardzo tesknie. Czasem az nie do wytrzymania. Ale potem przychodzi kolejny dzien i kolejny.. A teraz bedzie juz tylko coraz lepiej, bo coraz cieplej i dni dluzsze.
Wspominalam, ze tutaj jak spadnie odrobina sniegu, to od razu zamykaja szkoly i ludzie nie chodza do pracy? No smiech na sali. 5cm sniegu nazywaja burza sniezna. Nie wiedza co to opony zimowe i ogolnie taka ta Ameryka.. zacofana xd
Moja hostka jest przeswietna. Wiedzac, ze moj chlopak interesuje sie lotnictwem, zdobyla dla niego kurtke pilotke, taka typowo amerykanska z filmow :D
W zamian oczywiscie moj mezczyzna rowniez przekazal prezent dla niej, wiec jest juz wkupiony w moja amerykanska rodzinke i moze wpadac xD

Dziekuje najblizszym, ze rozumieja kazdy moj stan, wspieraja mnie zawsze i zyja moim zyciem tutaj wraz ze mna. Bardzo was kocham i przerazliwie tesknie. Ale wciaz tu jestem, wiec nie jest chyba az tak zle :)
Dziekuje rowniez moim kochanym laseczkom tutaj, ze ze mna trwaja, pomagaja i rozumieja.
Dziekuje, ze spotykam dobrych ludzi na mojej drodze.
I duze przepraszam, ze tak zamulilam z blogiem i to olalam. Ale czasem tak jestem smutna, ze nawet nie mysle o napisaniu czegokolwiek. A potem jestem tak szczesliwa, ze po prostu nie mam czasu :)
Bedac tutaj codziennie ucze sie siebie.
A wiecie co jest najbardziej przerazliwe? Czas. Czas, ktory wciaz plynie, nie da sie go zatrzymac i wciaz pokazuje nam jak bardzo nie doceniamy chwil.
Bo 4 tyg. temu jeszcze lezalam w jego ramionach, a dzis juz tylko przytulam miska od niego.
Bo 6 tyg. temu cieszylam sie na wyjazd do Polski, a dzis juz planuje wycieczki po Stanach z moja mama.
Bo w pazdzierniku kupilam bilet na JT mowiac: "Yep, super, ale to za 5 miesiecy" A teraz zastanawiam sie w co sie ubrac, bo to juz zaraz.
Czy to nie magiczne? Ale i smutne i straszne?
Dlatego jutro, gdy sie obudze i wstane z lozka, zrobie to z usmiechem na twarzy, bo ten dzien juz nigdy wiecej sie nie wydarzy.
Nie moge sie doczekac, gdy bede juz w Polsce, ale nie jestem jeszcze gotowa, by tam wracac.
Kocham to, co mam.
Sciskam!

3 komentarze:

  1. Justin justin justin z moja kacha <333333

    OdpowiedzUsuń
  2. jak bardzo to prawdziwe co piszesz to trzeba poczuć żeby zrozumieć... najważniejsze to się wpierać, a zanim się obejrzymy będziemy znów siedzieć na dywanie u mnie w pokoju, z piwem z sokiem w ręku, a zamiast gdybać jak to będzie i co to będzie, będziemy wspominać, ten wspaniały czas, każdą chwilę! NO I ZA NIEDŁUGO MASZ WPADAĆ DO SAN FRAN! tęsknie <3

    OdpowiedzUsuń
  3. włąśnie już bliżej niż dalej więc jest dobrze. Chciałabym zobaczym mine Twojego chłopaka jak CIe zobaczył ;) a te kilk miesiecy które miną do przyjadu mamy szybko zleca potem tylko dwa miesiace i do Polski <3

    OdpowiedzUsuń