niedziela, 27 października 2013

Tak sobie zyje w Ameryce

Gdzies mi sie zaginelo. A dokladnie zgubilam sie w czasie. Wczoraj byl poniedzialek, dzisiaj jest niedziela, o co chodzi?
Ostatnie weekendy spedzalam z przyjaciolmi, w klubach, na imprezach, jeden weekend u Kachy w Gaithersburgu (kino, film z JT, popcorn wiekszy niz my, mrozony jogurt, lody oreo w deszczu, dzieki Kacha!)
I tak leci. Zaczelo sie szalenstwo halloweenowe. W sobote bylam na pierwszej imprezie z kostiumami, a raczej bylam na dwoch imprezach jendoczesnie heheh. Wszystko wyglada bajecznie. Ludzie poprzebierani w najdziwniejsze kostiumy, a w tle szalone dekoracje ulic i domow.
W niedziele wycinalismy buzie w dyniach. Moja pierwsza dynia! I pewnie ostatnia.. ;)
W niedziele rowniez miala spotkanie au pairs z opiekunami. Zobaczylismy sie w zoo i gralismy w zwierzeca wersje bingo, w ktorej musiales zebrac zdjecia wszystkich zwierzat, ktore miales na kartce w jednym szeregu, wiec biegalysmy po calym zoo w poszukiwaniu pand, lwow i innych. Ku memu zdziwieniu, spotkalam krowe na farmie, ktora byla obiektem ogromnego zainteresowania (serio?!), a potem bociany. BOCIANY. Ahhh i zapachnialo polska wsia.
Do tego jadac tam w metrze spotkalismy chlopaka, ktory slyszac jak gadam z dziewczynami po polsku, nagle sie odezwal: "Dzien dobry, wy jestes polska? Ja uczyc sie polska na uniwersytecie. Podrozowywalem po polska trzy razy." heheh.. Polska tuz tuz - 7 tygodni!!
Za 3 dni Halloween, za 2 tygodnie jade do Philadelphii, za miesiac swieto dziekczynienia, a po tym 2 tygodnie i bede z wami moi najdrozsi <3
Wpadlam w rutyne, co mi odpowiada. Od poniedzialku do czwartku pracuje, od piatku do niedzieli leniuchuje :)
Ostatnio hostka znow zabrala mnie do restauracji na obiad. Jedlismy przy otwartym ogniu, ciekawe miejsce.
Wyprawilismy przyjecie urodzinowe dla M. - motyw przewodni: roboty. Trafilam z prezentem, a to najwazniejsze, bo ciezko mi bylo cos znalezc dla niego. A na drugi dzien byly urodziny C. (tak, maja dzien po dniu). Tutaj tez prezent zrobil wrazenie, takze bylam szczesliwa. Ogolnie maly, skromnie mowiac, jest we mnie wpatrzony. Nie chce odstepowac mnie na krok, przychodzi do mnie do pokoju, pokazuje zabawki, chce, zebym mu czytala, tylko siedzialby na moich kolanach, spiewamy razem i tanczymy :)
K. kazdego dnia mowi mi, ze jestem najlepsza au pair ever, wiec chyba nie musze dodawac szczegolow ;p
No i przyjechala babcia! Bylam przygotowana na wszystko, a tu okazalo sie, ze babcia jest super babka ;d No ale nic dziwnego skoro core ma taka mega :)
Ostatnio bardzo bola mnie plecy. Najgorzej bylo we wtorek, powiedzialam hostce, a ta zaraz wyslala mnie do lazienki: "goraca kapiel, zrelaksuj sie, tutaj wybierz sobie moja sol morska do kapieli, to odpreza. ja zrobie ci herbate. nic juz nie rob!" Kochana. No i okazalo sie, ze babcia jest profesjonalna masazystka i terapeutka z duzym doswiadczeniem, wiec wziela sie za mnie i kazdego wieczora jestem masowana i rozciagana i jak mi dobrze oooh.
Oprocz tego babcia ma swietne poczucie humoru, ciagle zartuje, zagaduje, nazywa mnie swoim kochaniem, pomaga mi. No i wiadomka: babcia w domu - pysznosci w domu. Ostatnio zrobila z 40 czekoladowych muffinow, potem cheesecake vanilla z wisniami. Na obiad kurczaka zapiekanego z ziemniakami i marchewka, no prawie jak w domu!
W piatek babcia mowi: "Kochanie, mowilas mi, ze tesknisz za polskim chlebem. Pewnie to nie taki jak zawsze jadlas, ale kupilam ci w piekarni taki, ktory powinnas polubic."
Kocham moja host rodzine!
Czas leci, az sie nie chce wierzyc. I wiecie co? Jestem to juz 3 miesiace. 3 MIESIACE.
Najblizsze plany: Halloween, Philadelphia, zrobienie tatuazu, swieto dziekczynienia, kupno laptopa, zakup prezentow i fruu do Polski.
Kupilam ostatnio bilet do NYC na busa za, uwaga, $1! Mozecie nie wierzyc, ale tak!
Bardzo tesknie, ale bardzo mi tu dobrze. Kocham. Wy wiecie.

czwartek, 10 października 2013

Wygralam cz. 2

Wracam do ostatniego weekendu, a dokladnie do soboty wieczora. Wybralysmy sie z Kacha do klubu do DC. Tak ogolnie wyszlo, ze moja kochana Mita jest promotorem w waszyngtonskim klubie. Pytacie jak 19letnia au pair moze byc promotorem w klubie? Pytajcie dalej, ja odpowiedzi nie znam! Ale jak widac po raz kolejny, nie taka Ameryka straszna z tym over 21.
I znow wejscie poza kolejka, za darmo. To byl moj drugi raz w tym klubie, ale tym razem spedzilam tam wiecej niz 5 min (to ten sam, o ktorym pisalam ostatnio). Dwie czesci parkietu, rozna muzyka: na zewnatrz i wewntarz. No i bardzo polubilam ten klub ze wzgledu na muzyke. Beyonce, Shakira, Timberlake, Jay Z - kompletnie moje klimaty, gdyz nie znosze typowej klubowej lupanki. Wiec wytanczylam sie ogromnie. Az nogi bolaly, ale od czego ma sie vansy w torbie :D Spotkalam tam cala grupe au pair, bylo nas chyba z 15, z tego 6 to Polki :) Powrot na chatke z Kacha w srodku nocy. Zahaczylysmy o nocny, by kupic cos do jedzenia i picia. I po raz kolejny moge rzec: kocham Clarendon - okolica, w ktorej mieszkam. Same centrum, tetniace zyciem nawet noca. Wyszlysmy z metra, byla jakos po 2, a tam masa ludzi swietnie spedzajacych czas. Lubie to!
No i niedziela. Ze kacha musiala wczesniej wracac na chate, a ja nie mialam zadnych planow na potem, to wzielam sie za seriale xD Wieczorem ugotowalam obiad dla rodzinki - schabowe z tluczonymi ziemniakami, z pieczarkami i mizeria - polskie mniaaam. Jedli, az im sie uszy trzesly i tylko sluchalam: "O boze, ten kurczak jest taki przepyszny, jak to zrobilas?" :)
I kolejny tydzien czas zaczac. W tym tyg. rozmawialam z moja mama chyba codziennie. Ale juz nie wzbudza to we mnie az takiej tesknoty.
A najlepszy byl wtorek - o godzinie 17, 1 godzine przed skonczeniem pracy usiadlam na kanapie i rozejrzalam sie po domu. Wszystko bylo posprzatane, stol nakryty, lekcje odrobione, a dzieciaki bawily sie samodzielnie w ogrodku. A ja SIEDZIALAM. Zalozylam noge na noge i poilam sie ta chwila chwaly. Wtedy pierwszy raz pomyslalam: "Wygralam! Ogarnelam dzieciaki, ogarnelam zycie tu." Wszyscy wspolgralismy, bylo milo i przyjemnie. I tak do konca tygodnia :)
W czwartek zrobilismy "dance party". Nagrywalismy sie jak tanczymy i spiewamy. Dzieciaki nie klocily sie, nie bily, bylo CUDOWNIE.
Co nowego? Chodze na zumbe! W srode bylam pierwszy raz i tak dostalam w dupke, ze myslalam, ze umre. Ale bylo mega fajnie i bede chodzic teraz 2 razy w tyg. $5 za lekcje! Cala godzine! Potrzebuje tego, bo zaczela sie naprawde jesien - deszczowo i smutno. Czas biegania sie skonczyl, a ja musze miec jakas motywacje.
I na koniec najwazniejsze: cos co wygralam naprawde - rodzine. Druga rodzine, tylko na drugim koncu swiata.
W srode, gdy wrocilismy z gimnastyki K., HM byla juz w domu. Weszlam do srodka, a ona wyskoczyla do mnie z bukietem kwiatow. Zdziwiona pytam o co chodzi, a ona mowi: "Pomyslalam dzis, ze kupienie ci kwiatow bedzie dobrym sposobem, by przypomniec ci, ze jestesmy tu razem z toba i bardzo cie kochamy." No i co ja mialam zrobic? Otarlam lze i uwiesilam sie jej na sile, powtarzajac tylko: "Dziekuje, dziekuje, dziekuje..."
I to moja najwieksza wygrana. DZIEKUJE.

środa, 9 października 2013

Wygralam

Czas leci. Po prostu zapiernicza. Nie nadazam. Ostatnio pamietam, ze byl poniedzialek. A teraz patrze, ze jutro czwartek. Aha. Czwartek.. to oznacza WEEKEND!
Weekend przed weekendem spedzilam roznorodnie: piatek - lenistwo, lenistwo, skype, lenistwo. Sobota - pojechalam do mojej pierwszej znajomosci tutaj - Martiny - Czeszka, z ktora bylam w pokoju na orientation. Pojechalam do niej do Alexandrii. Spacer, kawka, zakupy, duzo zakupow, kolacja w tajskiej restauracji - kocham. Na szczescie porcja jak zwykle byla ogromna, wiec mialam pyszny lunch na drugi dzien :)
W niedziele pojechalam z Mita do Kachy, do Gaithersburga. Dluga droga metrem, ale oplacalo sie, bo to wcale nie az taka wiocha, jak Kacha opisywala, gdyz maja tam.. SWEET FROGA. A jak jest sweet frog, to jest impreza. Potem obiad w takiej knajpce, gdzie przy wejsciu placisz $7 i jesz ile chcesz przez ile chcesz. Pizza, makarony, salatki, chlebki czosnkowe, ciasta, ciasteczka, paczki, picie, blablabla. Powtarzam - $7! Tak, przytylam.
A wieczorem kino. Jakas komedia romantyczna. Nie jakis tam super film sie nam trafil, ale fakt samego wypadu do kina w Stanach daje radoche. Bylo smiesznie, no i tak amerykansko oczywiscie.
I kolejny tydzien. W pracy bylo fajnie i niefajnie. Jak to z dzieciakami. Wiekszy problem tym razem z M. Za zasadzie: "Jestem leniem, nie bede robic lekcji". Ale jakos tak mnie to juz nie rusza. Jestem bardziej opanowana, ogarnieta, po prostu znam ich, nauczylam sobie radzic w sytuacjach nieciekawych, zlych i kryzysowych. Mam wiekszy wplyw, daza mnie wiekszym szacunkiem. Nie boje sie juz krzyknac. I krzyknelam. I to tak, ze moje najstarsze sie przestraszylo, a nawet bym rzekla zdziwilo. Dawno chyba tego nie bylo. Brakuje im twardszej reki. No i dziala.
I tak jakos minal kolejny tydzien :D Wiem, szybko i bez szczegolow. No ale dzien jak co dzien ;p
Ostatni weekend na imprezowo. W piatek oczywiscie jestem leniuszkiem. Na dol schodze dopiero po 12, gdy juz moj organizm wola o kofeine. Zawsze wtedy ucinam sobie gadke z nowa niania z Hiszpanii. Swietna dziewczyna, mieszka tu od dawna. Teraz studiuje. Tylko rok starsza ode mnie. Baaardzo ja polubilam.
W sobote rano pojechalam z rodzinka na Pumpkin Festival - taaak, bardzo Halloween sie zrobilo ostatnio. Wszystko jest pumpkin! Pumpkin cupcake, pumpkin coffee, pumpkin soup, pumpkin everything. Oni naprawde maja swira na punkcie Halloween. W sklepach przeceny slodyczy - to mi akurat pasuje ;p Kostiumy, dekoracje, wydarzenia, wszystko. No ale wracajac do tematu.. festiwal nie byl najlepszy, a w dodatku maly C. sie rozchorowal, wiec wrocilismy wczesniej do domu. Ale zaraz po powrocie zabralismy sie za dekorowanie domu. Rodzinka wie, ze mam arachnofobie, wiec nie mogla odpuscic sobie kupna olbrzmich pajakow i pajeczyn i zawiesic ich nad drzwiami domu - kocham ich.
A ostatnio mialam jeszcze zajecia z C. z przyrody, jezdzimy czasem na takie cus. I rano jak zeszlam na dol hostka mowi: "Dzisiaj Natural Park! Wiesz jaki jest temat?" A ja nieswiadoma: "Noo, tak, pamietam. Jaki temat?" - "Zwierzeta halloween" - "No to ekstra, tematycznie" - "Zwierzeta halloween oznaczaja pajaki" I brecht. Nooo dzieki! Wiec na zajeciach kazano mi ogladac pod lupa zywe pajaki wielkosci prawie mojej reki zamkniete w sloikach, a potem wyprawa do lasu w poszukiwaniu pajakow! Tak tak, zgadujcie jak bylo mi super. Spierniczalam szybko xD
No i wracajac do weekendu.. (jakis ten post nie po kolei, wiem, ale zmeczona jestem). No to w sobote przyjechala do mnie Kacha. I dzien jak codzien: starbucks, zakupki, obiad. Zrobilam jej nawet umbre, zdolna ja! Duzo cwiczylam farbowanie na mamy wlosach heheh. A wieczorkiem czerwona szminka, obcasy i gotowe na dens.
I wszystko opowiem, tylko kurcze, dokoncze jutro, bo ledwo na oczy widze.
Moi fani, badzcie cierpliwi! Czyli Ty.. mamo :D
XO