piątek, 27 września 2013

2 miesiace

2 miesiace temu opuscilam polska ziemie, by stawic czola amerykanskiej. Spostrzezenia? Tak! I to duzo.
NOTICED:
1. Kobiety ubieraja adidasy do sukienek i garsonek. Po prostu nie przebieraja sie po pracy i ida biegac czy leca na zakupy.
2. Ogromne porcje jedzenia, ogromne drogi, budynki. Wszystko ogromne.
3. Amerykanie to krolowie kompsucjonizmu.
4. Wszedzie policja, na widok ktorej zawsze szybciej zabije ci serce.
5. To nie prawda, ze ciezko tu robic nielegalne rzeczy.
6. Ludzie ZAWSZE chca ci pomoc, ZAWSZE sie usmiechaja, ZAWSZE pytaja jak sie masz, choc tak naprawde NIGDY o to nie dbaja.
7. Sa szaleni na punkcie bezpieczenstwa dzieci w szkolach i innych placowkach.
8. Tu naprawde mozesz wyjsc w pizamce do sklepu i nikt nawet na ciebie nie spojrzy.
9. WSZYSTKO jest tansze. Mozesz kupic ksiazke za $1, ciasteczka Oreo za 45 centow, laptopa za $200, conversy za $15
10. Wszedzie jest klimatyzacja. Wszedzie!
11. W dobrych klubach, w lazience, spotkasz pania, ktorej praca polega na nakladaniu mydla na twoje dlonie i wycieraniu ich po umyciu. Az glupio i niezrecznie. Naprawde wole myc rece sama :D

Zycie tutaj to ciagla nauka. Kazdego dnia cos nowego.
Ostatni weekend: urodziny Anny. Ja ona i 3 inne au pair, Niemki. Zrobilysmy pizze, wybralysmy sie na zakupy (jesienne kolekcje nadeszly!), jej hosci zamowili ogromnego torta z flaga Wloch, wiec wyzerka, wyzerka i wyzerka. A po tym wieczor filmow. I tak nam sie nie chcialo wychodzic spod kocow, ale nikt sie za nas przeciez nie zabawi, a urodziny trzeba jakos uczcic! Wiec wybralysmy sie do klubu, jednego, potem drugiego. Spiknelam sie z slynna juz na mym blogu Mita - dziewczyna imprezy :D I tak trafilysmy z nia, innymi ludzmi i promotorem do jednego z najlepszych klubow w DC.
Ale po kolei. Umowilysmy sie przed klubem. Nagle podchodzi do nas jakis czarny mezczyzna w garniturze: "Are you from Peter?" - "Eee.. Yes" - Nie znam zadnego Petera, tak apropos :D No to mily pan rzekl, ze stolik juz na nas czeka. Eee OK! Minelysmy dluuuga kolejke ludzi czekajacych. by wejsc do srodka. I znow, niczym VIPy, weszlysmy do klubu, w ktorym spedzilysmy 3 min. Potem wraz z Mita, promotorem i jego kolega pojechalismy jego (promotora) autem gdzie indziej. Tak, w 8 osob zapakowalismy sie do mercedesa i fiuuu. Dach w dol, szyby w dol, muza w gore i lecim!
Podjechalismy pod klub, ludzie na zewnatrz, czerwony dywan, jakis facet gania z aparatem i robi nam zdjecia, promotor rzuca kluczyki jakiemus panu, by zaparkowal jego auto - OK! Loza zarezerwowana, na stole vodka, szampan, wino, soki - po prostu chciej i chlej!
Baaardzo dobrze sie bawilysmy. Obiecuje, ze foty juz wkrotce!

W niedziele przyjecie urodzinowe K. Nie wierze, ze dzieci moga dostawac tak duzo drogich prezentow w tym wieku. Szok.
No i kolejny tydzien pracy, a dokladnie jak zawsze 4 dni. C. jest przeslodki! Uczymy sie teraz liczyc i oto jego wersja: "One, two, three.. chicken, five" Ahahah.
K. i M. w porzadku. Moj plan dziala. Sa nagrody i sa kary. Staraja sie, licza ile kazdy z nich zarobil usmiechnietych minek w tygodniu - co oznacza nagrode w weekend, lub iksow - nie ma deseru, tv i nic specjalnego w weekend. Zaczynamy wspolgrac. Pierwsze koty za ploty.

No i moje odczucia.. W tym tygodniu plakalam wiele razy. Ale na pytanie czy chce wrocic do domu zawsze odpowiadam bez namyslu: NIE.
Tesknie ogromnie, niesamowicie, bardzo. Za rodzina, przyjaciolmi, chlopakiem, polska "normalnoscia". Ale kazdego dnia rozumiem nowe rzeczy. Teraz tutaj mam swoja host rodzine, przyjaciol i amerykanska "normalnosc". Moje zycie jest teraz i tutaj. Ciezko jest wylaczyc myslenie, ale to chyba najlepsze co mozna zrobic. Staram sie odrzucic strach, panike i uporczywa tesknote. To wszystko siedzi w mojej glowie, a moja glowa jest moja, wiec moge sie tego pozbyc!
Odkrylam najpiekniejsze miejsce tutaj - wzgorze, z ktorego noca widac caly pieknie oswietlony Waszyngton. Widzisz to i nagle wiesz dlaczego tu jestes.
Najlepsze momenty tutaj? Np. jak jade z Anna autem, sluchamy glosno muzyki i wydzieramy sie przez otwarte okna (bo spiewaniem bym tego nie nazwala ;p) I juz. I to wystarczy. Zapominasz o wszystkim. Ameryka to dla mnie to moje otwarte okno - okno otwarte na wszystko.
Dziekuje moim najblizszym, ze stawiaja mnie do pionu, w kazdej chwili, gdy tego potrzebuje.
29 wrzesnia - 2 miesiace.

czwartek, 19 września 2013

Swiat od zaraz brac sie chce

Kolejne tygodnie minely. Nie wiem kiedy, nie wiem kiedy.
Weekend spedzilam w Pennsylvanii. Rodzinka zabrala mnie do Hershey Parku, o ktorym wspomnialam w ostatnim poscie. Bylo NIEZIEMSKO! Piatek zaczal sie swietnie. Szybkie pranie, pakowanie, przyjechala Anna, nagralysmy filmik mnie tanczacej (mozecie luknac na tablice fejsbuka) - to na peace day contest 21. wrzesnia. Po poludniu przyjechali po mnie przyjaciele HM i pojechali my!
HM z dzieciakami wyjechali nad ranem, bo chcieli po drodze zajechac do mojego HD w odwiedziny. Mielismy opoznienie przez korki, wiec zatrzymalismy sie w restauracji na obiad. Myslalam o jakims KFC czy Maku, a tu Ruby Thuesday (polecam!) - swietna restauracjia. I znow uslyszalam: "Bierz co chcesz, nie martw sie o nic, za wszystko placimy" heheh. Po pysznosciach dalej w droge i przybylismy tam wieczorem. W recepcji obdarowali nas paczkami wypchanymi czekolada. Hotel byl ogromny i ogromnie piekny. 3 restauracje, 4 sklepy, 2 baseny, 7 sal konferencyjnych, minigolf, wszo co chcesz!
Nastepnego dnia pojechalismy do ogromnego parku rozrywki, po ktorym biegalam znow jak male szalone dziecie zaliczajac wszystkie roller coastery. Jeden z nich jest wpisany na liste najstraszniejszych na swiecie - odwazna ja! Teraz jestem gotowa na skok ze spadochronem, ktory jest oczywiscie od dawna wpisany na mojej liscie TO DO IN USA. W niedzielie pojechalismy do fabryki czekolady. Ogladalismy jak przygotowuja czekolade. Ahhh te wszystkie zapachy i widoki, po tym wszystkim trzeba bylo kupic co nieco smakolykow. Wieczorem, gdy dzieci poszly na basen, a ja zostalam tylko z malym C. i HM, jak zwykle pochlonela nas rozmowa. Zamowilysmy sobie kolacje do pokoju. Siedzialysmy i gadalysmy o wszystkim i o niczym. Zaczynajac od nowej diety cud w USA, konczac na religiach i holokauscie. Nagle zorientowalam sie, ze C. zasnal mi w rekach. A HM powiedziala: "Widzisz, mial wybor zasnac u mnie albo u ciebie, wybral ciebie. To niesamowite." I to rzeczywiscie bylo niesamowite uczucie.
Gdy wyjezdzalismy, K. zapytala mnie, czy moge zostac z nimi na drugi rok. Heheheh. To chyba dobry znak, chyba sie wkupilam :D Takze weekend mialam pelen dobrego jedzenia, slodkosci, szalenstwa i ogolnie super spedzonego czasu. Gdy wrocilam, znalazlam oczywiscie troche sil, by wyskoczyc do Sweet Froga z Anna, to wiadomka.
Ja tu opisuje ostatni weekend, a kolejny juz przede mna! 3 dni wolnego ommm. I plany, plany!
To byl ciezki tydzien, to trzeba przyznac. Byly 2 wieksze problemy z K. Ale to juz nie wybija mnie z rytmu tak jak kiedys. Wyluzowalam, wiem, ze nie musi byc wszystko perfekcynie, choc wciaz staram sie robic wszystko najlepiej jak umiem. Nie odpuszczam, nawet jak padam na twarz. Staram sie na dzieciaki wplywac, uczyc je, wychowywac. Nie tylko pilnowac, zeby sie nie pozabijaly. Choc czasem sama chcialabym tak.. o sciane.. raz.. albo i dwa :D
Ale takie fazy zawsze wynagradzaja slodkie przeprosiny, buziaki, przytulanki i czule slowka.
C. znalazl we mnie schron. Wszystko chce robic ze mna, nie odstepuje mnie na krok. Biegnie i wtula sie w ramiona, gdy jest przestraszony. To najlepsze uczucie.
I mimo tych wszystkich pieknych chwil, czasem wkradnie sie chwila slabosci, niewytlumaczalnego smutku, tesknoty, strachu. Bez powodu lzy sie cisna do oczu. Ale to zupelnie normalne. Wiem jak sobie z tym radzic. Ostatnio skype z rodzicami pomogl bardzo. A czasem wlasnie skype jest ostatnia rzecza, ktora chce zrobic w takiej chwili. Kawa z przyjaciolmi, wyjscie pobiegac, spacer, dobra muzyka - wszystko pomaga. I wyznaczanie sobie malych celow, do ktorych chce sie dazyc bedac tutaj.
Czasem wizja roku tutaj przeraza i jak male dziecko chcesz sie zamknac w szafie z ulubionym kocem. Czasem napedza to do dzialania, bierzesz kalendarz w lape i planujesz kolejne rzeczy.
Dzis wieczor spedzilam z dzieciakami, bo HM chciala wyjsc z przyjaciolmi. Wlaczylismy muzyke, tanczylismy, robilismy glupie zdjecia. Polozylam ich spac, przeczytalam ostatnia ksiazke, powiedzielismy sobie, ze sie kochamy - nawet takie male rzeczy daja kopa.
I pewne juz jest, ze na swieta wracam do domu!!! Pieniadze mam, bilet mam, chec mam, to jade!! I to jest najlepsze uczucie - jestem tu, moge robic co chce, spelniam marzenia kazdego dnia. A mimo to czuje ten spokoj w glowie, bo wiem, ze niedlugo zobacze rodzine i spedze ten wazny czas z najwazniejszymi ludzmi. Naladuje sie dobra energia i wracam do NYC na nowy rok do Martyny! I Asia tez ma tam byc, wiec spedzimy najlepszy sylwester w naszym zyciu, w najlepszym miejscu na ziemi, znow we trzy. Dreams come true!
Wiem, ze jestem wlasciwa osoba na wlasciwym miejscu i we wlasciwym czasie. Czuje, ze to to. To moj czas. I to moj swiat, w ktorym nie ma granic. O tak, nie ma granic w moim swiecie!

środa, 11 września 2013

Taka tam Ameryka

Hej haj helou. U mnie wszystko pieknie super. Uwielbiam swoje miasto, uwielbiam Washington DC, uwielbiam swoj dom, uwielbiam swoja rodzinke, uwielbiam WEEKENDY. W poniedzialek (labour day - swieto pracy) mialam wolne, gdyz rodzinka wracala z Ohio. Niestety lub stety, babcia z nimi nie przyjechala, bo zachorowala (nie ze stety bo zachorowala ;p). No to zrobilam przywitalny obiad (zupa pomidorowa z ryzem, z ktorej bardziej wyszedl ryz z zupa pomidorowa), siadlam z HM na tarasie i zaczelysmy rozmawiac jak zawsze. Dzieciaki sie stesknily, zwlaszcza maly C. Umie juz powiedziec moje imie bez bledu i ogolnie przez te poltora tygodnia co go nie widzialam, to wydaje mi sie, ze urosl i przyswoil nowe slowa.
We wt pojechalismy do szkoly na rozpoczecie, ktore nie wyglada jak nasze rozpoczecie, bo nie jest kompletnie oficjalne. Witaja cie w szkole, idziesz do klasy, rodzice dostaja paczki z informacjami dotyczacymi zmian i takie tam. Poznalam ich nauczycieli, zeby nie wyszlo, ze ich porywam ze szkoly czy cos, bo maja tu bzika na tym punkcie.
No wiec ZACZELA SIE SZKOLA, czyli haj lajf dla au pair. Zostaje tylko z malym, od 12 do 15 przerwa, potem odbieram diabelki ze szkoly i w sumie jestem z nimi tylko 2h. A tu trzeba lekcje zrobic, a tu cos zjesc.. szybko leci i koniec pracy. Ogolnie tak jak moja HM powiedziala: szkola sie zaczela, nie ogarniesz kiedy bedzie mijac tydzien za tygodniem. I to prawda!
A najgorzej, ze weekendy mijaja jeszcze szybciej ;p Ostatni weekend: w pt wyjatkowo pracowalam, bo nie pracowalam w pn. W sb pojechalam z Anna, inna au pair, na domowke. Bylo to miejsce oddalone o jakies 40min. Anna wziela samochod, pojechalysmy spotkac sie z innymi 3 au pairkami, ktore nas w to wciagnely i na 2 auta pojechalysmy najpierw na before, tam poczestowali szotami. Musialysmy zostawic tam auto i zalatwili kierowce, ktory nas tam zawiozl. Impreza szalona! Przy wejsciu stalo 4 chlopakow, ktorzy "sprawdzali" ID, nakreslili nam krzyzyki na rekach i weszlysmy. W kuchni - pijani ludzie, w salonie - pijani ludzie, w piwnicy - tanczacy, pijani ludzie, na gorze - zgadnijcie! - pijani ludzie. Poszlysmy na dol potanczyc, ale nie dalo sie, bo byla taka ciasnota i duchota. Tak, bylo tam jakies 200 ludzi w jednym domu. Poszlysmy do baru po cos do picia, nalewali tajemniczy, niebieski napoj do slynnych czerwonych kubeczkow. No to pijemy, pewne, ze krzyzyki na naszych dloniach sa dlatego, ze nie jestesmy pelnoletnie. Ale nie! Okazalo sie, ze kazdy je ma, ze to znaczy, ze zaplaciles (chociaz my nie placilysmy - ah, te wtyki xd). No to automatycznie wybilam Annie kubek z rak: "Don't drink it! There's alcohol inside!" - przypominam, Anna byla kierowca.
Impreza udana, ale robilo sie nudnawo, wiec po 12 stwierdzilysmy, ze zwijamy stamtad. I tu zrobilo sie dziwnie - wypuszczali po 4 osoby co pare min - "Jak to mozliwe, ze nie mozesz wyjsc z imprezy kiedy chcesz?!" - pomyslalam. Ogolnie bylam ciekawa na jakiej zasadzie to dziala, bo wszyscy ludzie, ktorych tam poznalam, byli ponizej 21 roku zycia. Mialam okazje dowiedziec sie od kierowcy, okazalo sie, ze jego brat jest wlascicielem tego domu i wspolnie z kolegami robia taki biznes. Mlodzi niepelnoletni chca sie napic i wybawic, ale nie maja jak i gdzie, wiec oni organizuja takie imprezy. Biora po $5 od kazdego przy wejsciu, organizuja darmowe alko i kierowcow, by kazdy pijany trafil bezpiecznie do domu, by nie narobic sobie nawzajem problemow, gdyby policja kogos zlapala czy cos. Reszte kasy dziela miedzy soba. No i prosze, taki biznes! Na wszystkim da sie zarobic.
Ale szczerze powiem, ze to, ze nie mozesz tu pic do 21 roku zycia jest chore. Dzieciaki i tak, jak widac, pija. Malo tego, przez to, ze nie moga normalnie usiasc w knajpie i spokojnie wypic 2 piw podczas weekendu, przychodza na taka impreze i upijaja sie w 3 dupy. Widzialam te wszystkie pijane panny, pozwalajace sie obmacywac na parkiecie, lizac pod sciana, a tu nagle flesz, pstryk i ktos zrobil kompromitujace zdjecie - doslownie jak w filmach. A pozniej fiu za raczke i na gore do pokoju. EHHH.
Bylysmy troche glodne i zmartwione czy Anna moze juz prowadzic. Nie wypila duzo z tego kubka, ale mimo wszystko. Wiec pojechalysmy do Maka na taka.. pozna kolacje o 1 w nocy :D Ciezkie jedzenie pomoze xd Cala droga na spokojnie, a doslownie 3min przed dojechaniem do mnie do domu (Anna zostawala u mnie na noc) widzimy z daleka skupisko policji na sygnalach. Widze, ze Annce juz rece sie trzesa. Ale jedziemy! Takie my. Oczywiscie znajac moj humor, pocieszylam Anne, ze najwyzej przespimy sie 24h na komisariacie, a pozniej wylecimy z programu i wrocimy do domu. CO NAJWYZEJ! Przejezdzamy kolo policji, patrzymy, a tu kreca film :D Ahahah, ta Ameryka.
Dotarlysmy do domku, wszystko pieknie.
W nd spotkalam sie z Kacha (Believe in Your Dreams). Przyjechala do mnie. Lunch w Cheesecake Factory, pokazalam jej Clarendon - dzielnice, w ktorej zyje. Potem pojechalysmy do DC na Adams Morgan Day 2013. Bylo tam duzo koncertow, wiec posluchalysmy troche czarnego rapu heheh. Stoiska z jedzeniem z calego swiata i takie tam. Kawa w Starbucksie i trza bylo wracac, bo jutro do pracy. Ehh.. dlaczego weekendy mijaja tak szybko?!
Ale dzis juz sroda wieczor, o 7 wieczorem jestem juz w pizamce - wieczor filmow i nicnierobienia. Wiec ogolnie czas tu szybko leci. Czwartek (jutro) ostatni dzien pracy! A w pt wyjezdzamy. HM zabiera mnie do Hershey Park w Pennsylvani. To ogromny park rozrywki z roller coasterami, luna parkiem iii.. fabryka czekolady i ciastek! Zostajemy tam na caly weekend. Jada z nami jeszcze jej znajomi. Mega ekstra! Mam plany na kazdy weekend, az ich brakuje :D
Ostatnio pomagalam pierwszy raz M. w odrabianiu lekcji i ku mojemy niedowierzaniu, zrobilam z nim matme (ktorej nie umiem, nienawidze i odbierajac swiadectwo zdania jej na maturze myslalam, ze mam z nia ostatni raz stycznosc). A tu nie, no ale matma w 3 kl. nie jest az taka trudna ;p Za to, mialam problem w angielskim! Haha. Pomyslalam: "I na co teraz ta moja stowa na maturze?"
Ale HM wytlumaczyla mi jak tutaj wygladaja zadania i o co chodzi, wiec spoko luz, do przodu jak zawsze.
Tesknie, ale tym razem tak zdrowo. Radze sobie ze wszystkim i ten fakt dodaje sily kazdego dnia. Sa lepsze i gorsze dni, ale zawsze mam przyjaciol, ktorzy pomagaja. Juz teraz nie tylko tych na skejpie (ktorym dziekuje ogromnie), ale tez tych tutaj. Nawiazuje przyjaznie, ktore chcialabym, zeby trwaly dluzej, niz tylko ten rok spedzony tutaj.
Czymcie sie!